O mnie

Jeśli zajrzałeś na tę stronę, to znaczy, że chcesz dowiedzieć się o mnie czegoś więcej. Bardzo mi to schlebia ;-). Poniżej przygotowałem dla Ciebie całą prawdę na temat mojej przygody z rynkiem FOREX. Zauważysz pewnie, że to bardziej spowiedź niż lista superlatyw na mój temat. Tak czy inaczej, takie są fakty. Ich nie zmienię. Mam nadzieję, że po przeczytaniu mojej historii odkryjesz, że mamy ze sobą więcej wspólnego niż Ci się wydawało. Gotowy? W takim razie poznaj:
Historię pewnego Tradera…
„Odkryłem żyłę złota!!!” – czyli moje początki na FOREX
Rok 2007, pamiętam to jak dziś. Dopiero co rozpoczynałem studia ekonomiczne. Zawsze chciałem inwestować pieniądze, zostać maklerem giełdowym. Moje marzenie zacząłem realizować już w pierwszym miesiącu życia akademickiego. Nowo poznany znajomy wysłał do mnie maila z reklamą rynku o nazwie FOREX. Zwykle nie otwieram tego typu wiadomości. Jednak tym razem było inaczej. Nie wiem dlaczego, ale ta nazwa mnie przyciągnęła…
Otworzyłem maila. W środku znalazłem link do strony forum z informacjami na temat FOREX. Moja ciekawość nie miała granic! Czytałem na temat analizy technicznej, wskaźników wyprzedzających oraz o świecach japońskich. Dowiedziałem się, że na FOREX handluje się parami walutowymi i że można handlować w obie strony (tzn. long i short). Tyle wiedzy do ogarnięcia. Stwierdziłem, że lepiej zrobię jeśli zacznę od razu inwestować na demo, a naukę przełożę na później.
Pierwszy rachunek otworzyłem w DM XTB. Od razu zawarłem kilka transakcji. Patrzyłem jak niektóre zarabiają, inne lecą w dół. Nie pamiętam dokładnie jakie to były rynki ani z jakich powodów otworzyłem transakcje. Po prostu inwestowałem. Nigdy nie zapomnę uczucia, które towarzyszyło mi, gdy wracałem z zajęć do domu, by skontrolować otwarte pozycje. Szczególnie cieszył mnie fakt, że kupowałem złoto i EURUSD, które były wtedy w trendzie wzrostowym. Straty z innych rynków zawsze nadrabiałem kupując złoto. Taktyka godna mistrza Tradingu ;-)
Nie stosowałem oczywiście żadnych zabezpieczeń. Moja taktyka oparta na trendzie EURUSD i GOLD zdawała egzamin w stu procentach. Zastanawiałem się po co ludzie pracują, skoro mogą inwestować pieniądze i zarabiać więcej niż w jakiejkolwiek innej pracy. Rynek wkrótce obudził mnie ze snu.
Wszedłem w długą pozycję na GBPUSD. Z początku rynek rósł, później wrócił na zero i zaczął gwałtownie spadać. Zrobiłem to, co zwykle. Czekałem aż odbije. Wyszedłem spokojnie na zajęcia. Myślałem, że kiedy wrócę, wszystko będzie OK. Tym razem nie było…
Rynek dosłownie się zawalił, a moje konto miało wartość 3.00 USD. Na tej jednej pozycji straciłem ponad 4 000 wirtualnych USD!!! Nie mogłem w to uwierzyć. Mimo, że były to tylko fikcyjne pieniądze, moje ego zostało nadszarpnięte. Już nie czułem się jak mistrz rynków. Rzeczywistość okazała się inna. Wtedy zacząłem się uczyć.
„Kupię e-booka i wszystko będzie cacy” – magiczny system Dariusza Świerka
Strata całego kapitału demo podziałała na moją wyobraźnię. Stwierdziłem, że jeszcze zbyt mało wiem, by zarabiać systematycznie na rynkach. Wobec tego szukałem szybkiego sposobu na załatwienie tego problemu. Z pomocą przyszedł mi e-book Dariusza Świerka. Autor przedstawił w nim „Turbo FOREX System”. Obiecywał, że stosowanie tego systemu daje od 50% do 200% zysków miesięcznie. Wobec tego uznałem, że… facet zna się na rzeczy ;-P.
Kupiłem więc e-booka. Zainwestowałem w niego sporo, patrząc na mój ówczesny budżet. Przeczytałem go za jednym posiedzeniem. Tak bardzo marzyłem o wielkich pieniądzach. Moje marzenie już niedługo miało się spełnić!
System, który kupiłem polegał na wykorzystaniu pęku średnich do otwierania pozycji i wyłapywaniu silnych trendów. Jedyne co mnie interesowało, to strategia wejścia. Nie pamiętam opisywanych technik zamykania pozycji. Wtedy wydawało mi się, że realizuję zasady zakupionej metody. Jak widać, nie do końca.
Turbo FOREX System, delikatnie mówiąc, nie spełnił moich oczekiwań. Stosowałem go na różnych perspektywach czasowych i wszędzie przynosił straty. Kiedy patrzę na to z dystansu, to może i system był zyskowny. Jednak nie potrafiłem go odpowiednio zaaplikować. Tak bardzo chciałem zawierać transakcje, że nie patrzyłem, czy warunki się zgadzają. Niektóre sygnały systemu opuszczałem, inne zaś wymyślałem. Ciężko w tym wypadku ocenić, czy zarobiłbym przestrzegając zasad.
Tak czy inaczej, koszmar na FOREX trwał. Nie potrafiłem osiągać zysków nawet zbliżonych do początkowych. Cały czas obracałem wirtualnymi pieniędzmi. Wyniki jednak były opłakane. Nawet na demo nie potrafiłem osiągnąć systematyczności. Wtedy wpadłem na genialny pomysł. Powiedziałem sobie: „nie trzymam dyscypliny, bo to tylko głupie demo! Wpłacam prawdziwe pieniądze i wtedy zacznę naprawdę poważnie inwestować!”.
Pierwszy kapitał, pierwsza wielka wpadka
W czerwcu 2008 roku wpłaciłem moje pierwsze pieniądze na rachunek inwestycyjny. Zrobiłem to w swoje urodziny. Zaledwie kilka miesięcy doświadczenia i voila! Jestem gotów do podboju rynków z 3 000 zł w kieszeni.
Z początku byłem naprawdę ostrożny z moim kapitałem. Wiedziałem, że jeśli go stracę, to nie odzyskam go za szybko. Stosowałem zasady zarządzania kapitałem. Tak mi się przynajmniej wydawało. Używałem już zleceń Stop Loss, bo tak napisali w e-booku. Zawsze wchodziłem z najmniejszym rozmiarem zlecenia w XTB, czyli 0.1 lota. Sam widzisz na co się narażałem. Musiałem zawierać transakcje w krótkiej perspektywie, bo inaczej wielkość zleceń pożarłaby mnie żywcem. Przy 3 000 zł, czyli ok. 1 000 USD, moje zlecenia były po prostu ogromne. 1 pip ruchu, przy takim kapitale, stanowił 0,1% wartości rachunku. Prędzej czy później to musiało się źle skończyć.
Mój rachunek wykrwawiał się powoli. Stopniowo, bez pośpiechu traciłem kolejne pieniądze. Gdy rachunek w listopadzie 2009 skurczył się do 1 000 zł, zacząłem stosować bardzo ryzykowne techniki. Otwierałem pozycję bez Stop Lossa, z samym Take Profit. Jak się pewnie domyślasz, strategia ta dawała mi zyski przez krótki okres. Mój kapitał znowu był w stanie początkowym. I to zaledwie w ciągu dwóch tygodni! Miałem po prostu szczęście. Jednego dnia się ode mnie odwróciło. I znów otrzeźwił mnie stary dobry Kabel (GBPUSD). Zawarłem podobną transakcję do tej z demo. I tym razem rynek nie wrócił. Moja strata wyniosła ponad 2 000 zł. Ostatnie 500 zł straciłem w ciągu zaledwie kilku sekund. Chcąc odrobić wszystko w jednej transakcji, wszedłem największym możliwym zleceniem. Nie muszę chyba wspominać, jak to się skończyło. Od tamtej pory przez długi czas nie zbliżałem się do rynku. Znalazłem czas na wylizanie ran i zastanowienie się co dalej.
Zaczynam się uczyć – magia liczb Fibonacciego
W tamtym okresie już byłem świadomy, że o Tradingu nie wiem praktycznie nic. Postanowiłem zapoznać się z literaturą na ten temat. Pierwszą książką, która wpadła mi w ręce była „Zawód inwestor giełdowy” Alexandera Eldera . Czytałem ją z zapartym tchem. Największe wrażenie zrobiły na mnie pierwsze dwa zdania:
„Możesz być wolny. Możesz żyć i pracować w każdym miejscu na świecie”
Te zdania wyznaczyły mój życiowy cel. Chciałem stać się zarabiającym i wolnym inwestorem. Po przeczytaniu całej książki zacząłem intensywnie się uczyć. Od stycznia 2009 czytałem wszystkie wartościowe książki, jakie tylko mogłem znaleźć. Licząc do dnia dzisiejszego będzie ich przeszło setka.
Od początku mojej nauki większym zaufaniem darzyłem analizę techniczną rynku. Może wynikało to z lenistwa, a może wpłynęły na mnie źródła, które studiowałem. Według mnie czynników fundamentalnych jest zbyt wiele, bym był w stanie wszystkie je przeanalizować. Nawet dysponując pełną wiedzą na temat fundamentów, nie potrafiłbym na ich podstawie podejmować decyzji. Byłyby to czysto subiektywne opinie. A jak stwierdził legendarny Jesse Liveromore:
„Markets are never wrong. Opinions often are”
Dlatego też całą moją uwagę skupiałem na przeróżnych formacjach technicznych, występujących na rynku. Brałem udział w licznych szkoleniach organizowanych przez XTB, SII oraz SATRF. Tam poznałem technikę, która wydawała mi się czystą magią – poziomy Fibonacciego. Wtedy jeszcze tego nie wiedziałem, ale to ta metoda miała przynieść mi kolejną klęskę.
Przestudiowałem materiały oferowane przez Roberta Minera, Bryce’a Gilmore’a oraz Pawła Danielewicza.„Dynamic Trading” Minera zrobił na mnie największe wrażenie. W swoich książkach Miner prezentował kompletny system inwestycyjny, od A do Z. Nie opuścił żadnego elementu. Przy takiej prezentacji nie pozostało mi nic jak konsekwentnie realizować przedstawiony system.
Magia trwała przez pewien czas. Realizowałem strategię i osiągałem zyski. Sumiennie wyznaczałem dynamiczne poziomy wsparcia i oporu. Moje wykresy dla przeciętnego obserwatora wyglądały imponująco. Pełno było na nich linii i poziomów. Pełen profesjonalizm. Wyznaczałem formacje Butterfly, Gartley itp. Stosowałem również niemal religijnie teorię fal Elliotta. Moja wiara w naturalny porządek rynków nie miała żadnych logicznych podstaw. Z czasem zaczęło mi to przeszkadzać.
W końcu trafiłem moją wielką transakcję. Wykonałem Trade na podstawie teorii fal Elliotta i poziomów Fibonacciego. To był typowy home-run. Ryzykując zaledwie 70 pips osiągnąłem po miesiącu zysk ponad 500 pips! To było jak spełnienie marzeń. W ciągu zaledwie miesiąca mój rachunek powiększył się o 40%!
Co więc sprawiło, że odwróciłem się od tej idealnej metody? Oczywiście nadeszła mordercza seria strat. Traciłem za każdym razem, gdy otwierałem pozycję. Nie potrafiłem tego wytłumaczyć. Przecież wszystkie warunki zostały spełnione. Dlaczego wciąż nie zarabiam pieniędzy??? Jedna transakcja szczególnie zapadła mi w pamięć. Na EURUSD rozpoznałem zakończenie korekty ABC. Wobec tego otworzyłem pozycję. Rynek szedł w moją stronę i wreszcie odetchnąłem z ulgą. Mówiłem sobie: „udało się, tym razem zarobię!”. Rynek po fenomenalnym ruchu nagle się załamał. Nie zamykałem pozycji, bo czekałem aż narysuje się 5-falowy trend. Rynek narysował jednak tylko 3 fale po czym runął w dół. Moja zyskowna na kilka tysięcy pozycja zamieniła się w drobną stratę. To kompletnie mnie rozbiło. Jak mogłem pozwolić, bym stracił tyle papierowych zysków?!
Od tamtej pory przestałem stosować techniki Fibonacciego. Przedstawiały one zbyt sztywny obraz rynku. To tak jakby próbować ująć naturę w jakiś model matematyczny. Niestety, nie jesteśmy w stanie tego zrobić. Rynek to dynamiczne środowisko, w którym sztywne teorie mają niewielkie zastosowanie. Spędziłem z tymi technikami niemal 2 lata. Mogę z całą pewnością stwierdzić, że nie są one wystarczające do sukcesu na FOREX. Mi się przynajmniej z nimi nie powiodło. Wtedy jednak…
Wreszcie otworzyłem oczy
Przełom nastąpił w czerwcu 2010. W tamtym okresie kończyłem moją krótką współpracę z firmą zajmującą się prop-tradingiem. Duże wahania cen i nakaz handlowania na niepłynnych spółkach odstręczyły mnie od tej działalności. Dodatkowo długie godziny spędzane przed monitorem źle odbijały się na moim zdrowiu. Moje znużenie Tradingiem osiągnęło szczyt. Wtedy chyba byłem najbliżej tego, by wszystko to rzucić w cholerę.
W takich chwilach najczęściej nadchodzi przebudzenie. U mnie również tak się stało. Pod koniec czerwca 2010 roku uczestniczyłem w szkoleniu inwestycyjnym w Łodzi. Prowadzący pokazał nam swoje metody handlowania na giełdzie. Od początku do końca zaprezentował swój dzień Tradingu. Sposób w jaki o tym opowiadał budził zaufanie. Ten facet naprawdę wiedział o czym mówi! Ta obserwacja dała mi nadzieję. Wreszcie poznałem zarabiającego Tradera. Poznałem człowieka, który może mi pomóc osiągnąć zyski! Wypytałem go o wszystko, co tylko mogłem. Powiedział mi, kto był jego nauczycielem i jakie techniki inwestycyjne stosuje. Polecił mi również książkę „Trading is a business”. Miała ona pomóc mi zmienić podejście do tradingu i wprowadzić na szlak do zysków. Tak dokładnie się stało.
Nagle dotarło do mnie, że Trading może być prosty i skuteczny. Jedyne narzędzie inwestycyjne, które wykorzystuję to czysty wykres cenowy. Porzuciłem wszelkie wskaźniki techniczne i magiczne proporcje Fibonacciego. Korzystam tylko z tego, co widzę na wykresie. Według mnie to jedyne wiarygodne źródło informacji na rynku. Można powiedzieć, że jedno szkolenie zmieniło całe moje inwestycyjne życie.
Kilka dni po szkoleniu zakupiłem profesjonalny program do backtestingu. Zrobiłem to, by móc precyzyjnie testować własne systemy transakcyjne na danych historycznych. Od tamtej pory zbudowałem kilka znakomitych strategii. Do jednej z nich masz już dostęp. Inne cały czas realizuję.
Przyszłość wygląda kwitnąco :-)
Od momentu mojego przebudzenia minęły ponad dwa lata. Wciąż aktywnie inwestuję, zarabiam na tym i nie ma mowy o tym, bym to porzucił. Niedawno postanowiłem założyć tą stronę, by wskazać drogę ludziom podobnym do mnie sprzed lat. Chcę pomóc Inwestorom, którzy szukają odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Jeżeli wciąż nie znalazłeś odpowiedniej metody inwestowania dla siebie, służę Ci pomocą. Przeczytaj moje artykuły na temat inwestycji na FOREX. Poruszam w nich najważniejsze kwestie dotyczące handlowania na giełdzie. Oglądaj również filmy szkoleniowe. Tam zobaczysz na rzeczywistych przykładach, jak wprowadzać plan inwestycyjny w życie. Mam nadzieję, że owoce mojej pracy przypadną Ci do gustu.
Jeśli masz jakiekolwiek pytania lub sugestie, kieruj je proszę na adres: robert@robertszymaniak.pl lub skorzystaj z formularza kontaktowego.
Z całego serca życzę Ci powodzenia na giełdzie
Zostań skutecznym Traderem!
Robert Szymaniak
